Do celu przez godzenie sprzeczności

Widzowie filmu Woody Allena „Whatever Works” („Co nas kręci, co nas podnieca”) nie mogli nie wychwycić konkluzji słynnego reżysera, że żyjemy w okrutnym, nieczułym i bezdusznym świecie, i aby uczynić egzystencje znośną trzeba robić cokolwiek się da, wykorzystać każdą nadążającą się sposobność, by złapać choć trochę szczęścia i podzielić się nim z innymi. Celem, który usprawiedliwia środki do jego osiągnięcia, jest zatem w filmie Allena polepszenie tragicznej ludzkiej doli. Lepiej znanymi i bardziej popularnymi obiektami pożądań, dla osiągnięcia których wielu poświeci wszystko, są władza, fortuna i sława. Nawet pobieżne spojrzenie na historię cywilizacji zachodniej podpowie, że bezwzględne dążenie do celu przy użyciu wszelkich dostępnych środków jest jej ideologicznym rdzeniem i źródłem sukcesu. O ile ilustracji tej ideologii w działaniu nie brak, z Juliuszem Cezarem i Napoleonem jako wybitne przykłady, mniej znaną i bardziej pouczającą jest postać Juana Perona.
Przyglądając się współczesnym zachodnim politykom, jednym z wyobraźnią namalowanych ich symbolicznych obrazów jest przywdziany we frak i białe rękawiczki, dobrze ułożony przestępca. Ten karykaturalny wizerunek staje sie bardziej realistyczny, jeśli weźmie się pod uwagę autentyczne przykłady jak ciche przyzwolenie zachodnich rządów na nadużycia finansjery, które doprowadziły do krachu w 2008 roku i spowodowanej nim obecnej recesji. Inną ilustracją osiągania celu zachodnim sposobem jest Zimna Wojna. Pod niegroźnie brzmiącym kamuflażem jej nazwy zginęły miliony ludzi w krajach tak zwanego wtedy Trzeciego Świata, a miliny innych ucierpiały na różne sposoby – wszystko w imię zwiększenia dobrobytu mieszkańców „pierwszego świata”.
Do listy przykładów zachodniego pragmatyzmu można również zaliczyć ogólną, być może niezupełnie planowaną, postawę Stanów Zjednoczonych w czasie drugiej wojny światowej. Wojna okazała się dla nich lukratywnym interesem, dzięki któremu kraj wyszedł z długotrwałego zastoju i nabrał ekonomicznego pędu na następne dekady dobrobytu. Również postawa Aliantów wobec nalegań Rosji sowieckiej, by ją wesprzeć militarnie w zmaganiach z hitlerowskim agresorem, ilustruje ten sam praktyczny zmysł w osiąganiu celu, który w tym przypadku niezupełnie polegał na pokonaniu nazizmu. Nadzieja na wykrwawienie się dwóch armii okazała się jednak płonna i sowieckie zwycięstwa zmusiły Aliantów do działania – nie tyle jednak dla pokonania faszyzmu ile uratowania Europy od komunizmu. Armia Czerwona parła bowiem niepowstrzymanie na zachód, a rozdrażnienie Stalina wobec wcześniejszej obłudnej postawy Aliantów i odciągania obiecanej odsieczy nie wróżyło nic dobrego.
Do listy niesławnych przykładów hipokrytycznego oportunizmu zachodniej demokracji należy dodać przemilczenia, co do przyczyn tragicznej śmierci polskiego wojennego przywódcy generała Sikorskiego i ludobójstwa na polskiej inteligencji w Katyniu. O ile o katyńskim incydencie wiadomo już praktycznie wszystko, prawda o Sikorskim ciągle kryje się w tajnych dokumentach. Obu incydentom nieujawniania faktów i uciszania oburzenia ofiar i ich rodaków przyświecał cel udobruchania Stalina i zneutralizowania grożącej Europie groźby. Niepewność czy będzie się w przyszłości robić interesy z komunizmem czy faszyzmem przemieniła się od końca 1943 roku w narastającą trwogę przed „czerwoną zarazą” i podpowiedziała Aliantom kroki zaradcze w postaci wszczęcia ofensywy – dwa lata i wiele milionów ludzkich istnień później niż obiecali.
Druga wojna światowa to również okres, który ukształtował obiekt zainteresowania niniejszego tekstu, Juana Perona, w formie genialnego polityka, w jakiej jest do dziś pamiętany. Stworzony przez Hitlera, sprawnie działający system zrobił niemałe wrażenie na przyszłym argentyńskim przywódcy. Modelując swoją strategię i taktykę na receptach faszystowskiego führera, Peron jako wódz narodu stał się mniej odstręczającym niż pierwowzór przykładem ucieleśnienia zasady, że użyte środki usprawiedliwi ich cel, o ile tylko jest się go w stanie osiągnąć.
Urodzony w 1895 w inteligenckiej rodzinie europejskich osadników, swoje formujące lata spędził w atmosferze prób demokratyzacji Argentyny podjętych między 1916 i 1930 rokiem. Jako uczeń a później adept sztuki wojennej obserwował też z bliska, jak pod koniec tego obiecująco zapowiadającego się okresu demokratycznym rządom zagroziło regresywne skostnienie a krajowi rozkład. Nie mogło też ujść jego uwadze, że receptą na sprawną, choć krótkowzroczną, naprawę sytuacji okazał się przewrót wojskowy – który to manewr pozostał od tego czasu na trwałe środkiem zaradczym w rozwiązywaniu argentyńskich problemów.
Te doświadczenia przydały mu się, kiedy kilkanaście lat później, w czerwcu 1943 roku, wraz z grupa oficerów przejął stery rządów. Sympatyzowanie z faszyzmem, które słusznie przypisuje się tej juncie wojskowej, miało drugorzędne znaczenie i było ono podporządkowane trudnym wyzwaniami polityki wewnętrznej, którym oficerowie musieli sprostać. Głównym celem patriotycznie, raczej niż egoistycznie, nastawionych członków junty było wydobycie Argentyny z zastoju i przywrócenie krajowi demokratycznego porządku. O tym, że pokładanych nadziei nie zawiedli świadczą demokratyczne wybory w 1946 roku i poprawa ogólnej sytuacji w kraju. Niemały udział w sukcesie, szczególnie w dziecinie polityki socjalnej, należy przypisać Peronowi, co okazało się również jego wielce intratną osobistą inwestycją.
Dopiero pod naciskiem Aliantów w 1944 roku wojskowy rząd zerwał kontakty dyplomatyczne z hitlerowskim reżimem, a do wojny przystąpił zaledwie na dwa miesiące przed jej końcem. Odciągane do ostatniej chwili wypowiedzenie wojny wiązało się, poza celowym przedłużeniem pokojowych układów z Niemcami, z możliwością dostępu w gronie zwycięzców do pokonanego agresora. To właśnie, zdaniem badaczy historii, znacznie ułatwiło przemyt tysięcy nazistowskich zbrodniarzy wraz z zagrabionym mieniem wojennym do Argentyny. Przedostali się oni tam dzięki przychylnemu nastawieniu władz argentyńskich i wsparciu sprawnie działającej sieci przemytniczej w Europie.
Choć Peron osobiście popierał tę politykę, niesłuszne byłoby przypisywanie mu całej odpowiedzialności za nią, bo nie miał na to ani czasu ani do tego sposobności. W końcowych latach wojny i tuż po jej zakończeniu pracowicie wspinał się po szczeblach kariery politycznej, odpowiedzialny za teki departamentu zatrudnienia, opieki społecznej i ministerstwa wojny. Jego uwagę pochłaniały wielce potrzebne Argentynie reformy społeczne i budowanie własnego poparcia w obliczu zbliżających się wyborów. Jako demokratycznie wybrany prezydent nie powstrzymał co prawda napływu przestępców wojennych, ale z wrodzonym sobie telnetem godzenia sprzeczności, zadbał o utrzymanie dobrych stosunków z diasporą żydowską w Argentynie i z Izraelem.
Jego zdolności w osiąganiu celu wszelkimi pokojowymi sposobami dobrze ilustrują miesiące przed wyborem na prezydenta. Dzierżąc na tym etapie nieformalne stery rządów, wykazał niebywale zdolności w godzeniu konfliktujących ze sobą interesów różnych ugrupowań, kreując się na męża opatrznościowego w oczach potrzebnej mu masy wyborczej. Starając się nie narazić nacjonalistom i konserwatystom, poparł radykałów, z których udało mu się wyeliminować niepożądane skrajne elementy komunizmu, socjalizmu i anarchizmu. A wszystko to bez rozlewu krwi, przy użyciu finezyjnej taktyki politycznej. Do poparcia przemocy uciekł się dopiero u schyłku kariery, kiedy z wygnania w Hiszpanii przygotowywał grunt na powrót do prezydentury.
Nade wszystko Peron pielęgnował poparcie proletariatu, w czym niebagatelne znaczenie miało odrodzenie i podporządkowanie sobie ruchu związkowego. Wymiernych gestów w stronę biedniejszej i upośledzonej części społeczeństwa nie należy jednak mylić z socjalizmem, który Peron tolerował najwyżej w formie narodowego socjalizmu (nazizmu), używając go jako narzędzia do scalenia narodu pod swoim przywództwem. Poparcie armii, wbrew popularnym opiniom, okazało się jednym z jego słabszych punktów, co w rezultacie zaowocowało przewrotem wojskowym w 1955 roku i odsunięciem go od władzy, do której wrócił na krótko po latach banicji.
Do ilustracji artystycznych wręcz umiejętności Perona w osiąganiu celu za wszelką pokojową cenę można zaliczyć pozorowane odżegnywanie się od ambicji prezydenckich we wczesnym okresie przed wyborami. Spostrzegawczości badaczy jego życia nie umknęły fakty świadczące, że była to przebiegła taktyka. Sterowane gromady robotniczych związkowców tylko pozornie spontanicznie maszerowały na centralne place Buenos Aires, by uczestniczyć w popierających Perona zgromadzeniach. Nie przypadkiem tłumy robotników trafiały pod okno jego rezydencji, gdzie wygłaszał kwieciste przemowy przy użyciu przygotowanego systemu nagłośnienia w otoczeniu propagandowych plakatów i transparentów. Jego kunszt udawanego braku aspiracji politycznych może niektórym kojarzyć się z bliższą Polakom postacią Lecha Wałęsy. Równie zdecydowany, by zrobić w pokojowych ramach, co się da aby przywrócić kraj do demokratycznej rodziny on też początkowo nie eksponował politycznych ambicji. Niewątpliwie zaskarbił tym sobie dodatkowe względy rodaków, którzy, niejako wbrew jego woli, powołali go na najwyższe stanowisko.
Innym przykładem talentów Perona, świadczących o jego subtelności i inteligencji w operowaniu władzą, należy też zaliczyć jego związek z Ewą Duarte, lepiej znaną pod imieniem Ewita. Choć wielbiciele legendy Perona i Ewity preferują widzieć ten związek w barwach bezinteresownej intymności, bezstronni badacze określają go przede wszystkim jako więź dwojga zdeterminowanych ludzi, którzy w swoich indywidualnych ambicjach wspierali się i uzupełniali. Pewnej analogii do słynnej pary można doszukać się w bardziej współczesnej parze argentyńskich przywódców – małżeństwa Kircherow, rządzących krajem między 2003 i 2007 rokiem. Poszlaki wskazują, że Nestor i Christina zaczerpnęli nieco z legendarnego, charyzmatycznego modelu Juana i Ewity, który, zgodnie z chłodną historyczną oceną, jest bardziej kulą u nogi Argentyny niż pomocą.
Dzięki tym samym talentom, które umieściły go na szczycie, ideologia Perona, znana jako peronizm, odcisnęła trwałe piętno na Argentynie. Wyjątkowe zdolności przywódcze pozwoliły mu utrzymać władzę namacalnie przez dziewięć lat i dzierżyć ją niewidocznie w wyobraźni Argentyńczyków na wygnaniu, zanim powrócił na scenę między 1973 i 1974 rokiem. Swój sukces peronizm w dużej mierze zawdzięczał sztuce manipulacji, której częścią jest umiejętność godzenia konfliktujących interesów i wykonania pozornie niemożliwych do wykonania manewrów politycznych. Posługując się tym kunsztem, Peron wykazał rzadki talent w subtelnej sztuce przekradania się po polu minowym nastrojów w kraju i stąpania po cienkim lodzie opinii za jego granicami.
Nie można przy tym zaprzeczyć, że dążąc do celu Peron nie zawiódł narodu – przynajmniej w krótkowzrocznym wymiarze, poza który trudno jest wyjść populistycznemu przywódcy. Dzięki swojej sztuce politycznej utożsamił dążenia społeczeństwa ze swoimi aspiracjami i dopilnował, że nie kolidowały ze sobą ale wspierały się wzajemnie. W cementowaniu swojej pozycji nie zlekceważył daru losu w postaci partnerki, przedwczesna śmierć której naznaczyła schyłek jego panowania. Wierna mu i posłuszna Ewa okazała się równie ambitna i żądna sukcesu i jak on na wszystko gotowa, by osiągnąć cel. Dzięki patriotycznemu retuszowi tych ambicji urosła do wielkości legendy równej mitowi Juana, do czego niewątpliwie przyczynił się wielokrotnie adaptowany do sceny i filmu musical „Evita”.
Postać Perona cechuje ten sam rodzaj fascynacji, którą wzbudzają wyjątkowe jednostki w dążeniu do celu. Przedstawicielom zachodnich demokracji trudno jest w dzisiejszych czasach zdobyć się na podziw dla wspinających się tą drogą do szczytu bezwzględnych i okrutnych dyktatorów z przeszłości. Łatwiej im natomiast znaleźć uznanie dla tych, którzy dopinają swego polegając mniej na przemocy a bardziej na innych podziwu godnych talentach, przywodzących na myśl wyczyny cyrkowych lub scenicznych artystów. Takie właśnie zdolności są udziałem współczesnych zachodnich polityków, dla których peronizm, jako sztuka osiągania sukcesu przez godzenie sprzeczności, jest częścią zawodowego ekwipunku.  

© Robert Panasiewicz 2014